blog poświęcony masakrze w Columbine High School
czwartek Listopad 23rd 2017

003. Misery loves company?

Każdy, kto zgłębia tematykę masakry w Columbine High School, na pewno nie raz zadał sobie pytania: czyj to był pomysł? Kto był liderem?

Najprostszą odpowiedzią jest Eric. Eric miał trudności z kontrolowaniem agresji. Eric pisał pełen nienawiści pamiętnik. Eric groził kolegom w Internecie. Eric tworzył ociekające krwią WADy do Dooma. Eric pasjami konstruował bomby i chwalił się tym. Eric chciał puścić świat z dymem.

Dylan robił lepsze wrażenie niż Eric. Dylan – ten spokojny, miły chłopak, który lubił śmiać się i głupkowato żartować; niezwykle inteligentny, artystyczny typ w lenonkach, czasem zamyślony i jakby w swoim świecie, czerwieniący się i peszący podczas rozmów z dziewczętami. Z wrażeniami jednak problem jest taki, że są tylko wrażeniami. Oto bowiem w pamiętniku Dylana poznajemy jego drugie (prawdziwe?), całkiem odmienne i chyba nikomu nieznane oblicze: Dylana do granic depresyjnego i autodestruktywnego, ale też – w jego mniemaniu – za sprawą ponadprzeciętnej umiejętności rozumienia, wyraźnie wyróżniającego się na tle bezmózgich zombie.

Gdy podano tożsamość sprawców masakry, udział Dylana był największym szokiem. Jakim cudem Dylan mógł zrobić coś tak okropnego? To zupełnie do niego nie pasowało. Jeśli chodzi o Erica, mało kto czuł się zaskoczony. Jego własny ojciec, kiedy usłyszał, co dzieje się w Columbine, zadzwonił pod 911: obawiam się, że mój syn może być zamieszany w strzelaninę. Eric automatycznie stał się w pewien sposób… bardziej winny. To jego najczęściej uważa się za głównego decydenta (dyktatora) w każdej kwestii związanej z zamachem. Czy aby nie nazbyt pochopnie?

Na początek ustalmy: to, że czegoś na pierwszy rzut oka nie widać nie oznacza, że to nie istnieje. Dylanowi nieobcy był gniew, z tym że, w odróżnieniu od Erica, Dylan tłumił go w sobie. Jak stwierdził najlepszy swego czasu przyjaciel Dylana, Brooks Brown, ponieważ tłumił wszystko w sobie, jego gniew budował się w nim – dotąd, aż wreszcie wyzwoliła go jakaś jedna mała rzecz. A wtedy to było jak eksplozja.

Jedna z nauczycielek w Columbine powiedziała o Dylanie: czasem wychodził z klasy i z całej siły trzaskał drzwiami. Współpracownica Dylana z Blackjack Pizza określiła go: miał trudny charakter i często był nieuprzejmy (ponadto zeznała, że raz Dylan ją uderzył). Matka Dylana stwierdziła, że jest introwertykiem, często się złości i jest ponury, zdarza mu się nie szanować innych.

Kilku dziennikarzy, którzy mieli możliwość obejrzenia Basement Tapes zanim zostały zabezpieczone, w swoich artykułach donosiło o czymś wręcz nieprawdopodobnym – na Taśmach to Dylan wydawał się dominującą postacią (tą bardziej psycho). Częściej zabierał głos, zdawał się bardziej zdeterminowany i wręcz kipiący nienawiścią. W przeciwieństwie do Erica, nie okazywał współczucia ani skruchy.

Dave Cullen w książce Columbine nachalnie forsuje pogląd, iż Dylan był niemalże aniołem łagodności i miłości (bo rysował w pamiętniku dużo serduszek). Dylan pragnął znaleźć swoją drugą połówkę (jak chyba każdy), pragnął kochać i być kochanym i często o tym pisał. Ale w gruncie rzeczy jakie ma to znaczenie wobec faktów? Czy Cullen przeoczył fakt, że Dylan podczas zamachu śmiał się, strzelając do kolegów? Czy Cullen przeoczył fakt, że Dylan oddawał strzały prosto w twarz? Czy Cullen przeoczył fakt, że Dylan z a b i j a ł? Dylan dokładnie wiedział, co robi – bo wspólnie z Ericiem planował to od ponad roku. A może i dłużej.

Według zeznań świadków (i świadków) oraz rzeszy znawców (i znawców, w tym Cullena), Dylan był podatnym na wpływy Erica followerem. Ale pierwsza wzmianka o pójściu na killing spree znajduje się właśnie w pamiętniku Dylana (wpis z 03.11.1997): [Cenzura] załatwi mi spluwę, pójdę na mój morderczy pochód przeciw każdemu, komu zechcę. Cofnijmy się jeszcze dalej i przyjrzyjmy wpisowi poczynionemu prawie dwa lata przed zamachem (23.07.1997): Mój najlepszy przyjaciel od zawsze: przyjaciel, który dzielił się ze mną, eksperymentował ze mną, śmiał się ze mną, ryzykował ze mną i doceniał mnie bardziej, niż jakikolwiek inny przyjaciel (…). Paliliśmy cygara, piliśmy, sabotowaliśmy domy, WSZYSTKIE nasze pierwsze razy, a teraz, kiedy on „odszedł”, czuję się taki samotny, pozbawiony przyjaciela. Mowa tu o Zachu Hecklerze, pseudo KiBBz. Zach w owym czasie zaczął spotykać się z Devon Adams, o której Dylan napisał, iż chętnie by ją zabił. Zdaje się zatem, że tzw. rebel missions, akty wandalizmu dokonywane przez Erica i Dylana na pobliskich domach – zaklejanie zamków w drzwiach, obrzucanie budynków jajkami, malowanie sprejem po trawnikach, odpalanie petard, strzelanie z wiatrówek – nie były wcale pomysłem Erica. Eric najwyraźniej dołączył do Dylana i Zacha w późniejszym czasie. Tak więc fakt, iż na końcu misje wykonywali tylko Eric i Dylan, najpewniej był wynikiem tego, że Zach po prostu wolał od nich swoją dziewczynę.

W pamiętniku Dylana próżno szukać peanów na cześć Erica. Dylan nie pisał o nim prawie wcale, a jeżeli już, to jakby od niechcenia: Nienawidzę tego zastoju w niemyśleniu. Utkwiłem w człowieczeństwie. Może pójście na NBK (boooże) z Ericiem to sposób na wolność. Nienawidzę tego. Czyżby Eric stanowił dla Dylana niezbyt pożądaną ostateczność? Na to wygląda. Wpis z 02.02.1998 zawiera zdanie: Albo popełnię samobójstwo, albo razem z [cenzura] zrobimy NBK. Dylan, wzorem pary z filmu Natural Born Killers, ten morderczy pochód pragnął odbyć u boku dziewczyny, swojej prawdziwej miłości, nie Erica. Dylan miał gdzieś selekcję naturalną.

Porównajmy teraz, jak Eric pisał o Dylanie: Posiadam coś, co posiadamy tylko ja i V, SAMOŚWIADOMOŚĆ (…). Wiemy, czym jesteśmy dla świata, a czym są wszyscy inni. Dla Erica Dylan to ktoś jemu równy. To dokładnie ten właściwy, brakujący element układanki. W swoich zapiskach Eric wspomina o Dylanie wiele razy.

Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki chłopcy napisali o sobie nawzajem w dokumentach wypełnionych na potrzeby programu juvenile diversion. Dylan oświadczył, że Eric to jedyna osoba z grona jego przyjaciół, która ma kryminalną kartotekę; Eric zaznaczył natomiast, że Dylan jest jego najlepszym przyjacielem dawniej i obecnie. Jeśli chodzi o samo włamanie do vana, Eric oświadczył, że to był pomysł Dylana, Dylan zaś, że ich wspólny. Możliwe, że Eric najzwyczajniej w świecie chciał zrzucić całą winę na Dylana, lecz mogło być i tak, że to Dylan przerzucił część swojej winy na Erica. A tak na marginesie, wydaje mi się, że Eric był w swoich odpowiedziach bardziej szczery niż Dylan. Przykład? Przedstawiono im listę 30 problemów i polecono zaznaczyć te, które dotyczą nich samych. Eric zaznaczył 14. Dylan – 2, pracę i pieniądze, jedyne punkty, które nie mówiły o nim absolutnie nic.

Ogromne znaczenie ma również pewien incydent – po tym, jak Eric opublikował na swojej stronie internetowej groźby pod adresem Brooksa, Dylan, za plecami Erica, poinformował o nich Brooksa, podkreślając, iż Eric w żadnym wypadku nie może się o tym dowiedzieć. Nietrudno wyobrazić sobie, że skutki takiego działania mogły być dla relacji Eric/Dylan tragiczne.

Oczywiście nie ulega wątpliwości, że Erica i Dylana łączyła silna, szczególna więź. W końcu zabijali ramię w ramię, a przecież w każdej chwili jeszcze podczas planowania zamachu jeden mógł odwrócić się od drugiego.

Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że Dylan był trochę jak szara eminencja. Dylan miał swoją wizję i swoje powody. Czy był liderem, nie wiem; równie dobrze mógł być nim Eric. A może wśród nich po prostu nie było lidera. Może stanowili tak zgrany duet, że dopełniali się idealnie. Wszak całkiem możliwe, że Dylan, a nie Eric, był mózgiem operacji pod kryptonimem NBK. Ujmę to jeszcze inaczej: jeśli Eric był żołnierzem, Dylana można by nazwać generałem. Tak czy owak, jakiekolwiek szanse na wyjaśnienie tych zagadek zostały skreślone 20 kwietnia 1999, kilka minut po dwunastej.

PS. Choć wielokrotnie próbowałam, nie potrafię sobie wyobrazić, jak Eric i Dylan doszli do finalnego porozumienia. Czy decyzja została podjęta podczas jednej rozmowy, czy też nastąpiło to jakoś… naturalnie? A czy według Was któryś z chłopców byłby w stanie dokonać zamachu w pojedynkę?

Komentarze czytelników

14 komentarzy do “003. Misery loves company?”

  1. ~XxOo pisze:

    Każdy kto zna historię Columbine uważa, że to właśnie Eric jest tym złym i nie dobrym chłopcem, który nawala w nie dobre gry komputerowe i nie dobrze wyraża się do reszty ludzi. Ja uważam, że obaj mieli problemy na tym samym poziomie. Eric był w jednym lepszy od Dylana, Dylan lepszy od Erica i te luki się wypełniały tworząc jedność. Nie można stwierdzić kto dokładnie był tym prowadzącym „oszołomem i psycholem” ponieważ jeden i drugi dokonali masakry. Nikt nikogo nie zmuszał do wzięcia udziału w strzelaninie. Do szkoły przyjechali osobno, a do budynku weszli razem i razem trzymali się aż do własnej śmierci. Mocno negatywne zdanie o Ericu miały tylko te osoby, które w życiu nie spędziły z nim więcej czasu niż spotkanie na korytarzu szkolnym. Na ten przykład – Susan DeWitt – dziewczyna, którą poznał w BlackJack Pizza, wystarczyło, że spotkała się z nim raz i w liście pożegnalnym tuż po śmierci chłopaka określiła go w ciepłych słowach lecz miała żal do niego o to, że nic nie powiedział jej o problemach. Lecz dziewczyna nie miała złego zdania o Ericu, bardzo go polubiła. Bo dała mu szansę poznania się bliżej. Kilku innych kolegów, którzy spędzali z nim czas również mówili, że nic nie mieli do Erica – wydawał się po prostu zwykłym chłopakiem a nie jakimś psychopatą. Negatywne słowa wypowiadały istoty nie mające nawet godziny spędzonej z Rebem, nie mające o nim zielonego pojęcia. Doliczając w szczególności również dziennikarzy wszelkiego rodzaju mediów, którzy pisali o Ericu jako o najgorszym potworze świata. Dylan za to niby był lubiany przez większość uczniów z Columbine, ale nie raz sam był obrażany chociażby przez wkurzających jocks’ów. Gdyby Dylana naprawdę tak bardzo wszyscy lubili – to niby po co miałby brać ze sobą dwie spluwy i strzelać do tak uwielbiających go ludzi i przyjaciół? Więc jednak nie było do końca tak kolorowo jak na to większość patrzyła. Wniosek – dokonali zamachu bo nienawidzili tej szkoły, ludzi którzy ich otaczali, niesprawiedliwości ze strony nauczycieli. To był główny powód i wspólny plan ataku.

    • aenima pisze:

      Ja widzę to tak: każdy miał święte prawo ich nie lubić i na pewno istniały osoby, które poznały ich i z jakichś powodów nie polubiły, Eric i Dylan nie byli cudami natury stworzonymi do lubienia przez wszystkich. Tak samo wiele osób z pewnością ich lubiło i wzajemnie, tylko że w obliczu tych nielubiących i, że tak powiem, czynnie to okazujących, lubiący tracili na znaczeniu (dochodziła jeszcze barwiąca świat na czarno depresja). Samo ‘nielubienie’ z ‘powodów’ takich jak odmienny gust muzyczny czy inny styl ubierania się nie daje człowiekowi prawa do wyśmiewania się i dokuczania drugiemu człowiekowi, szczególnie, jak się z tym człowiekiem nie zamieniło słowa. Ja to wiem, Ty to wiesz, dobrze wychowani ludzie to wiedzą, dojrzali ludzie to wiedzą. Ale ta zasada była i jest, z radością i ku uciesze rówieśników, łamana przez większość nastolatków-bullies all over the world, którzy nie dostrzegają lub wybierają ignorować fakt, że sprawiają drugiemu ogromny ból, zwłaszcza psychiczny. Ciągłe poniżanie popycha niektóre jego ofiary do strasznych rzeczy, bo ileż można znieść? A potem wszyscy są niby tak bardzo zaskoczeni… ich bullshit nigdy się nie kończy.

  2. ~XxOo pisze:

    To mnie również zbulwersowało, że po tej masakrze wszyscy byli tym tak bardzo zaskoczeni. Przecież uczniowie w szczególności powinni samym sobie dać do zrozumienia, że powód zabicia tylu uczniów jest jasny. Najbardziej denerwuje mnie fakt, iż rodzice rannych dzieciaków czy tych, które odeszły – całą winę zwalają na wszystkuch dookoła – rodziców Reba i V, nauczycieli, policję, lekarzy itd ale żaden z nich ani żaden inny rodzic nie obwinił swoich dzieci. Przecież to nie z powodu nauczycieli, rodziców chłopaków, lekarzy, policji poszli powystrzelać ludzi – tylko z powodu nastoletnich gnojków, którzy zatruwali im 4 lata nauki. To z ich powodu stało się co się stało. To z powodu tych ciągłych wyzwisk i bycia popychadłem Eric z Dylanem wbili do szkoły z poczuciem zemsty na nich wszystkich. Jedynie w wypowiedzi rodziców Brooksa Browna można wywnioskować, że chyba oni jedyni mieli jakieś zrozumienie dla chłopaków.

  3. ~Bartez2 pisze:

    Weście pod uwagę,że to Eric robił plany szkoły,zbierał broń,robił testy.Dylan też coś tam kombinował,ale to Eric był mózgiem akcji.Moim zdaniem Dylan był poprostu bardziej zdeterminowany bo i tak miał dość życia,depresja wzięła gore.Uważam,ze gdyby ktokolwiek w pore zareagował w jakikolwiek sposób powstrzymał ich to Dylan i tak prędzej czy później odebrał by sobie życie,a Eric był żołnierzem pełnym nienawiści i to ich odróżnia i jednocześnie łączy.Żaden z nich nie byłby w stanie zrobić tej masakry w pojedynkę świetnie się uzupełniali i wspierali wzajemnie.Podsumowując gdyby ktoś w pore zorientował się o ich planach to Erica dałoby się uratować,a Dylan prędzej czy póżniej popełniłby samobójstwo.To jest subiektywne zdanie.Pozdrawiam.

    • aenima pisze:

      Myślę sobie, że Eric tak jarał się planowaniem, testowaniem, etc., bo ta misja była dla niego wszystkim, stała się wszystkim, na co składał się on=Reb. Wreszcie miał jakiś cel, odnalazł sposób na to, by pokazać światu, na co stać kogoś niewidocznego, pomijanego, przezroczystego, jak on. Eric nie roztaczał rozbudowanych wizji jakiejś pośmiertnej egzystencji, jak Dylan, Eric nie robił sobie nadziei na jakąś ultra-miłość, jak Dylan, Eric miał tylko to, tu i teraz. Co do Dylana, ok, atak na szkołę dla niego też miał być ziszczeniem marzenia o zemście (choć u jego boku miała stać ukochana… oh well), ale przede wszystkim, jak wierzył, być radosnym wstępem (tylko wstępem) do… czegoś.

  4. ~Bartez2 pisze:

    Powiem coś więcej dla rozwinięcia dyskusji.Żeby zrozumieć co siedziało w głowie tych chłopaków trzeba przejść samemu to samo lub coś podobnego.Depresja to straszna choroba jedna z najgorszych jakie mogą spotkać człowieka,nie leczona będzie się pogłębiać.Tak bylo u Dylana był cichy zamknięty w sobie a w dniu całego ataku…buuuuum i wszystko w nim wybuchło stąd takie zachowanie.Eric nie miał depresji,żadne jego wpisy z pamiętnika ani opisy ludzi i całej akcji nie wskazują na chorobę depresyjną.Eric był socjopatą który nienawidził ludzi za to co mu wyrządzili,za poniżenia wyśmiewanie.Potrzebował tylko bratniej duszy do całego zamachu.Znalazł Dylana.nie jestem do końca zwolennikiem teorii Dave Cullena,ale sadze że Eric naprawdę miał wpływ na Dylana i namówił go do zbrodni.Dylan sam by na to nie wpadł.Ale to nie jest tak,że Dylan słuchał go jak ułomny po prostu poczuł,że jest okazja odejść w głośny sposób z tego swiata i przy okazji zemścić się na wszystkich którzy go upokarzali.Podsumowując Eric był wrażliwszy i nie miał depresji dlatego tak często przepraszał w filmach,czuł się jak żołnierz idący na wojnę wiedząc,że umrze.Dylan nie przepraszał bo czekał na śmierć zrobiłby to bez względu na masakrę.Dlatego mowie to Eric był mózgiem całej operacji,Dylan tylko w tym uczestniczył.A,że krzyczał z radości jak zabijał ludzi to tylko dlatego,że cała nienawiść pękła w nim jak balon.Swoją drogą godne podziwu jest,że w calej tej akcji trzymali się razem i żaden nie odwrócił się od drugiego.

    • aenima pisze:

      Moim zdaniem równie dobrze Dylan mógł to wszystko wymyślić i pierwszy rzucić ten pomysł, przecież o NBK pisał dawno przed zamachem. Może Eric miał w sobie zapał, który ostatecznie pozwolił im na wykonanie tych planów. Anyway, nigdy się nie dowiemy. Przypomina mi się zeznanie świadka o jego rozmowach z Dylanem w Internecie i przez telefon, podczas których Dylan powiedział, że chce zabić 3/4 uczniów w swojej szkole, wypytywał się też o szczegóły Oklahoma City Bombing (świadek był dziennikarzem, zajmował się tą sprawą) i wpływ tego wydarzenia na opinię publiczną. No i jeszcze wymazany dysk komputera Dylana, cóż się tam mogło znajdować… Jak zawsze w przypadku Columbine, jedno pytanie stwarza dziesięć kolejnych :)

  5. ~Rafał pisze:

    W ostatnim akapicie napisałaś „Choć wielokrotnie próbowałam, nie potrafię sobie wyobrazić, jak Eric i Dylan doszli do finalnego porozumienia.”

    Mnie też to najbardziej zastanawia, bo nie potrafię sobie wyobrazić w jaki sposób mogło dojść do tego, że zrobili oni morderczy tandem. Wyobraźcie sobie jak jeden z chłopaków sugeruje drugiemu wprost że ma zamiar dokonać masakry a ten drugi dochodzi do wniosku, nie tylko że to dobry pomysł, ale chce w nim uczestniczyć, a może temat ataku był poruszany na początku w formie żartu, dopiero później „a gdyby tak naprawdę to zrobić”? Jak bardzo, ktokolwiek, kto był prowodyrem tej akcji musiał ufać drugiemu, że nie wsypie go i że pójdzie razem z nim na samobójczą misję. Ta sprawa nigdy nie przestanie mnie zadziwiać… Bo to nie byli terroryści w zorganizowanej siatce, rekrutującej takich samych fanatyków, gdzie nikt nikogo nie musiał przekonywać ani przekabacać. Moim zdaniem pomysł mógł podrzucić D. ale to E. dopracował go i pozwolił by się odbył. I myślę, że masakra nie miałaby miejsca gdyby nie grali we dwójkę.

    • aenima pisze:

      Zgadzam się z wszystkim, co napisałeś.

      Musiała chyba przyjść jakaś taka sytuacja, że może nawet trochę na wpół świadomie doszło do tego kliknięcia między nimi. A potem słowo do słowa… Jedno, czego się trzymam, to myśl, że na pewno żaden nie musiał do niczego przekonywać tego drugiego (jak to się często mówi o Dylanie – że uległ Ericowi). To nie jest kwestia pójść na wagary czy nie, to jest zabijanie ludzi, i nie wiem, jak ludzie wyobrażają sobie tę uległość Dylana?

      Eric: „No weeeź, chodź zrobimy masakrę”.
      Dylan: „No nie wiem stary. Ja wolę porysować serduszka”.
      Eric: „Ku*wa chodż, nie bądź pi*da”.
      Dylan: „OK, skoro nalegasz”.

      • ~Ada pisze:

        Hahaha you ripped the hell outa the system right now!
        (Eric na jednej stronie pamiętnika też narysował dwa serduszka o ile mnie wzrok nie myli, a przynajmniej WYGLĄDA to na serduszka, tak po ,,chłopięcemu” xP)

        • aenima pisze:

          Powiem Ci, że ani razu przez myśl mi nie przeszło, że to serduszka. Nie pasuje to ani do zawartości wpisu, ani generalnie do postaci Reba. Najbliżej temu chyba do litery ‚V’, przynajmniej ja tak to widzę :s Może to symbol czegoś, nie wiem.

  6. ~Mist pisze:

    Witam wszystkich. Ostatnio jadąc w pociągu miałem 2 godziny na rozmyślanie, a jako że temat columbine znam, postanowiłem przestudiować dzienniki chłopaków. Jeśli chodzi o Erica dla mnie nie ma tu za wiele tajemnic, inaczej jest z Dylanem. Koleś to prawdziwa enigma, ale stworzyłem pewną teorię, która może jest naciągana, ale nie jest niemożliwa. Jeśli ktoś oglądał film Natural Born Killers to pewnie zauważył, że bohaterzy często bywali pod wpływem środków psychoaktywnych, wiem że były to grzyby, ale możliwe że coś jeszcze, nie pamiętam dokładnie. Myślę, że chłopaki mogli mieć dostęp do narkotyków (skoro zdobyli broń to raczej dragi nie stanowiły problemu). Obaj byli przeciwko światu, jak wspominał Dylan w swoim dzienniku, często sabotował domy, pisze w swoim dzienniku, że zrobił coś tak okropnego, że nawet nie chce o nikomu wspominać, to przyłapanie ich na kradzieży w vanie to moim zdaniem jedno z wielu takich zdarzeń, ale tu po prostu dali się złapać, wydaje mi się, że mieli o wiele bardziej bogatą przeszłość kryminalną. Wcale na takich nie wyglądają prawda? Jasne, nie wyglądali też na takich co pozabijają tuzin ludzi. Do rzeczy – czytając mistyczne nieraz opisy Dylana, zahaczają one o sfery metafizyki, często filozoficzne rozkminy jakie ludzie mają po paleniu/braniu. Te jego „olśnienia” że jest Bogiem, że tylko on jest świadomy tego co się dzieje naprawdę na świecie, podróże przez różne wymiary… Moim zdaniem, jak każdy bad boy, tak Eric i Dylan sięgali po narkotyki, tak jak zresztą ich idole w Natural Born Killers czy Pulp Fiction. W przeszłości używano psylocybiny zawartej w grzybkach jako serum prawdy. Pewnie stosuję się je też do dziś, ale nikt o tym nie mówi. Nie trzeba zresztą grzybów, ze swojego doświadczenia wiem, że wystarczy nawet THC zawarte w marihuanie, aby nie tylko mówić wszystko co ślina na język przyniesie, ale też mówić wszystko szczerze i prawdziwie. Nie wiem w jaki to sposób działa, ale tak jest, że te substancje to niejako eliksir prawdy. Mogło być tak, że pewnego dnia chłopaki najedli się grzybów/zjarali się i zaczęli dyskutować o tym jak nienawidzą szkoły, może zaczęli się zachwycać tymi filmami o zabójcach. Wtedy padł pomysł zamachu, na który poszła też druga strona. To może tylko głupia teoria, ale ten kto zażywał tego typu substancje wie, że to przez nie ktokolwiek był pomysłodawcą, mógł wypalić o swoich zamiarach

    • aenima pisze:

      Cześć! Nie powiem, ciekawa teoria, no i jasne, że nie niemożliwa. Mnie się jednak wydaje, że Dylanowi wódeczka z sokiem pomarańczowym tak zawracała w głowie. Że palili zielsko, to wiemy. Wrażliwy był ten nasz Dylanek.

      Pozdrawiam!

      • ~gawint pisze:

        Z dużą dozą prawdopodonieństwa znajdowała się tam jakaś kolekcja filmów bdsm. Jakbym miał się zabić, to też wolałbym to usunąć. Co dziwne przecież, bo ludzkość i tak zapamiętała go jako morderce, w innych sprawach wolał sie wybielić lub po prostu swojej postaci nadać status takiego właśnie natural born killera, aby ludzid trochę z respektem podeszli do niego, co był w stanie zrobić, a nie jako zboczeńca masturbującego się przed monitorem, możliwe że nie chciał być już po prostu obiektem drwin jeszcze po swojej śmierci.

Komentuj